Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 czerwca 2014

Długi weekend czerwcowy

Nasz długi weekend upłynął w atmosferze emocji związanych z wyrzynaniem się zęba. I jest - ząb! Jedyneczka dolna. Ostra jak igiełki. I tym zębem gryzionam! Wydaje mi się, że byłam nawet świadkiem ostatecznego przebicia dziąsła, gdy podczas zmiany pieluszki Tomaszek nagle zaczął jęczeć, przebierać nóżkami, na twarzyczce grymas i wyraźny niepokój ciałka. Do zęba dostęp utrudniony, synek nie ma ochoty dokonywać prezentacji, nacieszyć się jego widokiem nie ma więc na razie szans. 

Dziś już wyraźne polepszenie nastroju, marudkowania mniej - snu niestety także.
Tak od tygodnia. Wiem, kiedy sen powinien nadejść. Widzę, że Tomaszek już nieprzytomny, a jak taki, to pobudzenie sięga zenitu i wtedy jeszcze trudniej zadbać o mniejszą ilość guzów, jednak podejmowane przeze mnie próby wprowadzenia Tomcia w stan snu to maraton przez Dolinę Śmierci. Najczęściej przegrywam i tak bujamy się dalej, aż do kolejnej próby. Ostatecznie zasypia w chuście lub Tuli podczas spaceru. Ech, a jeszcze miesiąc temu zasypiał w ciągu dnia na piersi w łóżku...

Do arsenału myków, mających utrudnić założenie ciucha, pieluszki lub ułatwić wyrażenie niezadowolenia z danej sytuacji doszedł nowy myk ciała: nagły wygin kręgosłupa i głowy w tył, tzw. koci grzbiet. Moje umiejętności asekuracyjne zostały poddane kolejnej próbie, muszę wykazać się refleksem i błyskotliwą oceną sytuacji, a także umiejętnościami przewidywania kolejnego ruchu synka. 

Weekend spędziliśmy rodzinnie. Oboje z mężem czujemy zmęczenie. Po każdym weekendzie zastanawiam się, jak sobie daję radę sama w ciągu tygodnia. Mimo umęczenia - warto było podejmować dodatkowe aktywności. Radość jest.
Jeździliśmy więc na plażę nad Wisłą, na Kępie Zawadowskiej. Psy także miały radość. Oczyszczały teren, degustowały małże i niespodzianki pozostawione w krzakach przez plażowiczów. Brodziły w wodzie, nosiły badyle. My nosiliśmy synka, na zmianę. 























poniedziałek, 26 maja 2014

Mój pierwszy raz

No są emocje :). Mateczki, co to dziś ich pierwszy raz - wiedzą. 
Z okazji Dnia Mamy tulkałam, kochałam i przytulałam Tomaszka jeszcze bardziej niż zwykle. Dostałam wiele przytulasów, uśmiechów i śmiechów, dużo gadania, kilka sprzeciwów, jednego guza i trochę czasu. 
Nie mam zbyt długiego stażu, ale: macierzyństwo dla mnie jest rewelacyjne! Spędzam mnóstwo czasu z fajnym, przesympatycznym, ślicznym, zabawnym i energicznym chłopcem. 
Ten czas, co mi łaskawie dziś przysługiwał, przeznaczyłam na zrobienie Tomaszkowi obiadu. Brokułki i kalarepa na parze oraz ryż z kukurydzą. Rodzic, który chce rozszerzać dietę dziecka metodą BLW, powinien mieć otwarty umysł i ... labradora. Tomaszek nie miał dziś weny do próbowania jedzenia, był za to bardzo kreatywny, jeśli chodzi o rozprzestrzenianie zmiażdżonego pokarmu. Na pobojowisko wpuściłam więc Beti, bo Wejo wybrzydzał i przebierał. Poprosiłam ją tylko o zachowanie minimum godności. 
Beti ma zdecydowanie inne kryteria godności. 
Z okazji Dnia Mamy ucięłam sobie drzemkę z Tomaszkiem w czasie burzy. To było wręcz metafizyczne doznanie. Leżeć obok małego ukochanego człowieczka, czuć się bezpiecznie i jego otaczać ramieniem, gdy tam za oknem ciemno, mokro i grzmi.
Niesamowite, że emocjonalnie obchodzę Dzień Mamy - świętowałam w sobie przez cały dzień.