Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bliskość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bliskość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 kwietnia 2014

Pierworódka

Mam 38 lat (tu następuje szok co najmniej kilku osób). W październiku 2013 roku na świat przyszło moje pierwsze dziecko. Podczas ciąży lekarze określali mnie mianem pierworódka. Zabawnie, jak na kobietę w moim wieku. O "tym wieku" w mojej głowie świadczy tylko ta cyfra, którą widzę w pierwszym zdaniu. Nie mam świadomości wieku ciała i duszy - co nie znaczy, że nie uważam siebie za dojrzałą. Wiadomo, że wiek nie idzie w parze z dojrzałością.
Ale ja nie o tym....
O tym, że będzie blog. Jaki będzie - okaże się. Będzie w ciągu i zmowie z moim macierzyństwem. A ono na początku drogi.
Ja do tego macierzyństwa czyniłam przygotowania. Zaczęłam od siebie. Kilka lat temu. Siebie porządkować, dojrzaleć, sympatyzować ze sobą. Poznawać, docierać do, rozkopywać. Powstałe wykopy oporządzać, wywozić, zbierać, podsypywać, wyrównywać, grabić.
Potem pojawił się Mąż. Związek. Pierwszy na nowej drodze życia. I moje wewnętrzne zobowiązanie dojrzałości, miłości, wierności i pracy. I nasza praca nad związkiem. Aby zdrowy był. Ale nie o tym...
Zanim Maluszek przyszedł na świat, zrobiłam rekonesans książkowy. Dowiedziałam się, jak w zagubieniu i po omacku można błądzić w świecie książek nieznanej dotąd tematyki. Bo żeby dobrą książkę kupić, z treścią wartościową - to trzeba co najmniej podstawy liznąć jakieś. A ja początkowo poruszałam się zupełnie po omacku w świecie książek niemowlęcych.  Nie żeby świat dziecka był mi obcy. Świat dziecka poniżej 3 lat był mi obcy. Świat noworodka, maluszka kruchego, wyklutego dopiero co, Tomcia Palucha za małego.
Ostatecznie pojawiły się w domu książki na temat rodzicielstwa, wychowania, więzi, bliskości. Co wyczytałam i jak się to odniosło do mnie dzisiejszej - o tym innym razem. Bo i bez wpływu na pracę  zawodową się nie obeszło.
Takie to były przygotowania. Emocjonalne, duchowe, teoretyczne. No i oczywiście - techniczne przygotowania, aby ciąża stała się faktem. Bo zakładaliśmy, że "w tym wieku" wystąpią trudności. Błędne założenie. Moim komórkom jajowym wiodło się dobrze.
Była i szkoła rodzenia. Wykłady uważnie słuchane, notatki w zgrabnym notatniku reporterskim robione. Omijałam, co prawda, wątki związane z cesarskim cięciem, bo plan był inny: urodzę w bólach i naturalnie. Do tego przygotowałam się emocjonalnie przez 9 miesięcy. Kiedy pytano mnie, co wizualizuję myśląc: poród - mówiłam: fale. W chwili odpłynięcia wód płodowych okazało się, jak omdlewająco krucha była moja odwaga. O tym jednak innym razem.
Mam 38 lat. Urodziłam synka. Jestem mamą. Nie chcę odtwarzać roli. Chcę być mamą jako ja.
Synek niedawno skończył 6 miesięcy. Śpi coraz mniej.
Nie wiem, czy to dobry moment na pisanie bloga.